Tym samym WKS przerwał dwie zwycięskie serie. Po pierwsze, po 29 meczach z rzędu (od września 2020 i meczu z Bzurą Ozorków), w których zdobywał punkty w swojej hali w sezonie zasadniczym, tym razem nie zdobył choćby jednego oczka. Po drugie, na dziesięciu zakończył serię wygranych w obecnym sezonie.

Co ciekawe, wcześniej przegrał z tym samym rywalem, ale w Częstochowie. Prawdziwą ozdobą konfrontacji była pierwsza partia, w którym obaj rywale mieli po kilka setboli. Ostatecznie 37:35 wygrali gospodarze.

Niestety, po prawie 40 minutach wyrównanej walki podopieczni Bartłomieja Matejczyka długo nie mogli wspiąć się na odpowiedni poziom koncentracji w drugiej odsłonie. Tak naprawdę, to w ogóle im się to nie udało, w efekcie zostali rozbici po dwudziestu minutach do szesnastu.

Niewiele lepiej było w trzecim secie, w którym przyjezdni nadal mieli nad gospodarzami gigantyczną przewagę w elemencie bloku. Wieluński szkoleniowiec nieustannie dokonywał zmian w składzie i można powiedzieć, że wreszcie udało mu się znaleźć optymalny wariant.

W czwartej odsłonie WKS prowadził bowiem 20:17 i dziarsko zmierzał ku rozstrzygnięciu w tie-breaku. Niestety, wyrównana końcówka seta tym razem należała do częstochowian, którzy wygrali 27:25, a w całym meczu zwyciężyli za trzy punkty 3:1. W grupie trzeciej liderem drugiej ligi pozostał wprawdzie WKS, ale jego przewaga nad sobotnim rywalem stopniała do trzech punktów.

Co prawda wielunianie mają również bezpieczną przewagę w bilansie setów, ale zakładając wygraną akademików w zaległym spotkaniu z Tygrysami Strzelin, wicelider zrówna się wtedy punktami z liderem i o wygraniu grupy zadecydują ewentualne potknięcia obu drużyn w pozostałych sześciu kolejkach fazy zasadniczej.